celem oderwania się od czarnowidztwa i zamartwiania się postanowiłam kupić sobie (ale też trochę nam) coś ładnego. komplet bielizny z funkcją mleczarnia, znaczy się. czy wiedzieliście, że staniki z odpinaną miseczką nazywają się "karmniki"?! zgroza. całe szczęście istnieją miłe, dobre, drooogie firmy, które nazywają się np. "Hot Milk", a swoje produkty sygnują nazwami takimi jak sss... Sinfully Sweet Seductress albo Destruction Followed Her. Zdecydowałam się na Picture Perfect w barwie Champagne i muszę przyznać że i z daleka i z bliska widok jest piękny :)
A teraz oddalam się co by zjeść pół kilo truskawek (akcja zapobiegawcza przeciw potencjalnej alergii dzidziola) w ramach dalszego niemartwienia się.
nie martwię się, nie martwię, nie martwię.
dwie kreski
środa, 23 maja 2012
poniedziałek, 21 maja 2012
p jak problemy
Houston, mamy problem...
i być może będziemy lądować 2 tygodnie przed czasem. biedne maleństwo, trzymaj się!
tymczasem tata zadba o swoją pokiereszowaną nogę, a mama ruszy celem sprowadzenia do domu różnych dziwnych rzeczy, których jeszcze nie ma.
i być może będziemy lądować 2 tygodnie przed czasem. biedne maleństwo, trzymaj się!
tymczasem tata zadba o swoją pokiereszowaną nogę, a mama ruszy celem sprowadzenia do domu różnych dziwnych rzeczy, których jeszcze nie ma.
niedziela, 13 maja 2012
w szkółce
kolejna sprawność zdobyta: przystawianie szmacianej laleczki do pluszowej piersi
***
Przyznam, że po godzinnym mama-aerobik, ćwiczenia w szkole rodzenia były cokolwiek nudne, a kwestię oddychania mam już opanowaną na jodze. Niemniej, dla dziewcząt unikających ćwiczeń taka szkółka to super sprawa. Ja czerpię z niej coś innego. Mimo podśmiewania się z zabaw sztucznymi bobasami, to jednak oswajam się ze szpitalem i całą tą sytuacją, i myślę sobie, że - chociaż zadebiutuję w roli mleczarnio-przewijarnio-przytularni, nie wspominając o drobnym szczególe porodu - to przez trzydzieści (jeden) lat zdobyłam trochę sprawności, które mi w tym pomogą. więc uszy do góry.
***
Przyznam, że po godzinnym mama-aerobik, ćwiczenia w szkole rodzenia były cokolwiek nudne, a kwestię oddychania mam już opanowaną na jodze. Niemniej, dla dziewcząt unikających ćwiczeń taka szkółka to super sprawa. Ja czerpię z niej coś innego. Mimo podśmiewania się z zabaw sztucznymi bobasami, to jednak oswajam się ze szpitalem i całą tą sytuacją, i myślę sobie, że - chociaż zadebiutuję w roli mleczarnio-przewijarnio-przytularni, nie wspominając o drobnym szczególe porodu - to przez trzydzieści (jeden) lat zdobyłam trochę sprawności, które mi w tym pomogą. więc uszy do góry.
środa, 9 maja 2012
mama menu
wiecie, że są miejsca na tym świecie, gdzie kobietom po porodzie w szpitalu serwuje się wykwintny obiad z szampanem? i na dodatek nie jest to obiad powitalny dla malca, tylko wyraz szacunku, uznania i uczczenia wysiłku rodzącej? ja nie wiedziałam, ale wielce miło mi się o tym przeczytało (ostatnie Zwierciadło, felieton Katarzyny Miller). odnotowuję to w moich oczekiwaniach (ze strony szpitala podejrzewam, że tego typu zmiana nie nastąpi w przeciągu najbliższego miesiąca, ale jest o co się starać, no nie?)
***
dzisiaj kolejna sprawność harcerska została zdobyta: kąpanie bobasa. no i cóż, że na sucho.
***
dzisiaj kolejna sprawność harcerska została zdobyta: kąpanie bobasa. no i cóż, że na sucho.
czwartek, 3 maja 2012
3 maja, 33 tydzień, 53 dni
53 days to go (dzidziol najpewniej pojawi się w noc świętojańską)
waga: prawie 1900g
hobby: kopanie żołądka mamy (można też kopać przyrząd do robienia usg, kopać po prostu przed siebie - czasami można wcelować w ucho taty, więc ogólnie kopanie jest fajne) oraz zabawa pępowiną
ulubiona muzyka: reggae (ze względu na tatę, który poglądowo co wieczór przytyka słuchawki do brzucha i nie ma przebacz)
odkrycie tygodnia: faza REM (ciekawe o czym śnią takie maleństwa?)
obowiązki: gromadzenie tłuszczyku (eh, niepowtarzalny czas...)
czas na relaks: pływanie (tzn. jak mama pływa)
***
dzidziol to ten w środku :)
waga: prawie 1900g
hobby: kopanie żołądka mamy (można też kopać przyrząd do robienia usg, kopać po prostu przed siebie - czasami można wcelować w ucho taty, więc ogólnie kopanie jest fajne) oraz zabawa pępowiną
ulubiona muzyka: reggae (ze względu na tatę, który poglądowo co wieczór przytyka słuchawki do brzucha i nie ma przebacz)
odkrycie tygodnia: faza REM (ciekawe o czym śnią takie maleństwa?)
obowiązki: gromadzenie tłuszczyku (eh, niepowtarzalny czas...)
czas na relaks: pływanie (tzn. jak mama pływa)
***
dzidziol to ten w środku :)
sobota, 28 kwietnia 2012
60
pękła sześćdziesiątka. will you still need me, will you still feed me, when I'm 64?
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
wózkomania
oglądaliście kiedyś katalogi z wózkami dla dzieci? w niektórych nie za bardzo widać wózki, ponieważ rolę główną grają kobiety - długonogie, ponętne, z wklęsłymi brzuszkami i w pełnym rynsztunku (make-up, kiecka, szpilki etc.). względem katalogów mam trzy teorie:
1. reklama wózków tak naprawdę kierowana jest do mężczyzn (niechże kobiety skupią się na wyborze butelki i wkładek laktacyjnych, a my dobierzemy maluchowi superfurę);
2. reklama jednak kierowana jest do kobiet, a przekaz brzmi: kup pani wózek, a będziesz wyglądać jak aktrisa;
3. reklama kierowana jest do sprzedawców (zauważyliście jak często na działach "technicznych" w sklepach dzieciowych - mam na myśli dział wózków, nosidełek i tym podobnych sprzętów - sprzedają mężczyźni? kobiety są na działach "miękkich" czyli okołopielusznych), żeby osłodzić im trud przestawania z umęczliwymi rodzicami, a w zasadzie to głównie z babskami o gabarytach hipopotamów, które koniecznie chcą składać wózki, wyjmować gondole, regulować wysokość oparcia etc., a nie tylko jak przystało na prawdziwe kobiety - tzn. te z katalogów - podziwiać nową linię kolorystyczną i falbanki przy parasolce;
well, jakieś inne pomysły?
***
w każdym razie wybraliśmy wózek. made in Poland, bo takie z nas patrioty. o.
Subskrybuj:
Posty (Atom)