teraz jest za to mniej więcej tak:
środa, 14 marca 2012
niedziela, 11 marca 2012
o pępku i in.
brzuszek z certyfikatem, czyli trzy dni szkolenia coachingowego za nami. zabawne, jak w listę rzeczy istotnych zaczynają wpisywać się nowości, takie jak "pępek mi wychodzi". ciekawe jest też to, jak powszechnym pytaniem jest: "chodzisz jeszcze do pracy?". to 25 tydzień - noblesse oblige, ale bez przesady.
poniedziałek, 5 marca 2012
brzuszki w sieci
z ostatniej chwili: galeria brzuszków
dzień fikołka vol.2
dzisiaj mamy (kolejny) dzień fikołka; mam wrażenie że dzidziol rozpoczął przygotowania do Euro 2012. nie zdziwi mnie, jeśli pojawi się na mecz otwarcia...
***
właśnie, właśnie: coraz częściej myślę o tym dniu, kiedy będzie trzeba pożegnać przytulną jamkę i przywitać najpiękniejszy ze światów. z punktu widzenia dzidziola nie brzmi to bardzo atrakcyjnie, aczkolwiek z mojego punktu widzenia brzmi to znacznie gorzej. w ramach ostatniej wizyty u gina (dżina?) byłam namawiana na oddanie się w ręce nfz-u i rodzenie w szpitalu, co ma przynieść ukojenie dla nerwów i ratunek na wypadek powikłań. tzw. służba tzw. zdrowia oraz wszystkie szpitale razem wzięte budzą mój duży niepokój (nie, w zasadzie to PANICZNIE SIĘ ICH BOJĘ) i nadal rozważamy (tata dzidziola też, chociaż jego odporność szpitalna jest większa i poparta bogatym - niestety - doświadczeniem) poród domowy. na razie jeszcze odsuwam tę decyzję, choć ta akurat kwestia sama się nie rozwiąże.
a na deser wygrzebany w necie rysunek poglądowy. ktoś to wszystko słabo wymyślił.
***
właśnie, właśnie: coraz częściej myślę o tym dniu, kiedy będzie trzeba pożegnać przytulną jamkę i przywitać najpiękniejszy ze światów. z punktu widzenia dzidziola nie brzmi to bardzo atrakcyjnie, aczkolwiek z mojego punktu widzenia brzmi to znacznie gorzej. w ramach ostatniej wizyty u gina (dżina?) byłam namawiana na oddanie się w ręce nfz-u i rodzenie w szpitalu, co ma przynieść ukojenie dla nerwów i ratunek na wypadek powikłań. tzw. służba tzw. zdrowia oraz wszystkie szpitale razem wzięte budzą mój duży niepokój (nie, w zasadzie to PANICZNIE SIĘ ICH BOJĘ) i nadal rozważamy (tata dzidziola też, chociaż jego odporność szpitalna jest większa i poparta bogatym - niestety - doświadczeniem) poród domowy. na razie jeszcze odsuwam tę decyzję, choć ta akurat kwestia sama się nie rozwiąże.
a na deser wygrzebany w necie rysunek poglądowy. ktoś to wszystko słabo wymyślił.
sobota, 3 marca 2012
6 m-c
śmigając z dzidziolem po górach wskoczyliśmy w szósty miesiąc. trudno uwierzyć, że jestem w ciąży już niemalże pół roku. chciałoby się powiedzieć, że teraz pójdzie z górki.. a tymczasem prawdziwe atrakcje dopiero przed nami. póki co przybieram krągłości bałwanka i pożądliwie spoglądam na lody.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


