środa, 20 czerwca 2012

niedziela, 17 czerwca 2012

dziwne sny

śniło mi się dzisiaj, że byłam czarnoksiężnikiem. siedziałam z drugim czarnoksiężnikiem, jak dwie wrony, na balustradzie tarasu wysokiej wieży i rozmawialiśmy o sprawach rodzinnych. mieliśmy wisiorki - na długich, złotych łańcuszkach dyndały monety o dziwacznych nominałach (np. 59 zł) oprawione w złoto i platynę. a potem przyszedł olbrzym i sprzedał nam pelargonie, które były niebywale drogie... 
i tak co noc - kalejdoskop dziwacznych, kolorowych snów, posplatanych z elementów rzeczywistości oraz zupełnie nieprawdopodobnych obrazków. uroki ostatnich dni ciąży.
***
odbyło się również ostatnie oglądanie dzidziola, które bardzo go zirytowało (machał łapkami i ogólnie protestował odwracając się pupą do usg). następne oględziny już po coming-oucie. oficjalnie widzimy się za tydzień.

sobota, 16 czerwca 2012

piłka w grze

no cóż, piłka jest jedna, bramki są dwie, my z dzidziolem gramy dalej i szykujemy się na wielki finał. i jedno wam powiem - ten finał będzie dla Polski ;)

niedziela, 10 czerwca 2012

kwestia tortu

wchodzę do piekarni, a sprzedawczynie (dwie, chórem): witamy panie czy witamy państwa?
***
taaak, pytanie o płeć dzidziola stało się stałym punktem programu każdego dnia; znajomi i nieznajomi odczytują ją z kształtu brzucha (standard) lub piersi (nowinka z Bali), mojego samopoczucia, preferencji kulinarnych (w tejże piekarni: ja <poproszę dwie bułki toskańskie - takie z suszonymi pomidorami i oliwkami> sprzedawczyni: <o,widać, że chłopiec!> ja: <i croissanta z czekoladą> sprzedawczyni: <a to mi pani koncepcję popsuła> ja - wstrząśnięta, niezmieszania: <to dla męża> sprzedawczyni, triumfalnie: <no wiedziałam, że chłopiec!>), koloru ubranek (dziewczynka), zachcianek (u mnie piwo i frytki, piwo i frytki, ... a na deser lody), snów i układu gwiazd... ale nic to! przeczytałam ostatnio na gazecie, że furorę robią przyjęcia z tortem, który informuje przyszłych rodziców, jakiej płci będzie ich dziecko (całość tutaj); lekarz robi usg, zapisuje wynik na karteczce, karteczkę daje się cukiernikowi, który robi tort z różowym wnętrzem na okoliczność dziewczynki lub z niebieskim na okoliczność smurfa... tfu...! chłopca. tort zjedzony, reklamacje nieuwzględniane.
***
na ostatnim planete doc Margaret Atwood mówiła, że wiele z pomysłów w jej książkach to nie wyobraźnia, tylko śledzenie informacji ze świata czterech stron (np. w Roku potopu występują breloczki z żywymi rybkami, co nie jest fikcją literacką tylko pomysłem made in China) i że niestety pomysłowość ludzka nie zna granic. oj, nie zna.

sobota, 2 czerwca 2012

3 weeks to go

dzidziol nie ustaje w ćwiczeniach, nie wiem jak tam jego kontinuum, ale może instynkt podpowiada mu, że po urodzeniu należy natychmiast pobiec po mleko do lodówki?
***
czytanie "W głębi kontinuum" okazało się być bardzo na czasie; temat rodzicielstwa bliskości przeplatany z macierzyństwem bez fikcji królował w prasie (oczywiście w prasie kobiecej) z okazji dnia matki/dnia dziecka (w prasie ogólnopłciowej rządzi Euro, a o prasie męskiej niewiele mi wiadomo, chociaż wyobraźnia podpowiada, że tematy dzieciowe średnio pasują do magazynów typu playboy, mimo zwodniczej nazwy). my w każdym razie czytamy o kontinuum sami z siebie i sami dla siebie: Fr odkrywa swoje indiańskie cechy osobowości, ja zastanawiam się nad tym, ile kontinuum jest (jeszcze? nadal? w ogóle?) we mnie. czy wystarczy go na ostateczne starcie ze służbą zdrowia? czy wystarczy żeby po n-tej godzinie porodu nie błagać o zastosowanie wszelkich metod kończących tę przygodę? czy moje ciało aby nie potrzebuje suflera?
***
jedno jest pewne: jeszcze jedna historia okołoporodowa utrzymana w konwencji teksańskiej masakry piłą maszynową, a własnoręcznie dokonam na opowiadaczce teksańską masakrę piłą maszynową II.