noszę się z tym wpisem od powrotu do domu, niech dziś będzie ten dzień: polecam szpital. dla niezorientowanych podpowiadam - nie znoszę szpitali, przez dwie trzecie ciąży byłam zdecydowana rodzić w domu, a kontakt ze służbą zdrowia "przerobiłam" jako temat własnej sesji coachingowej (co było bardzo dobrym pomysłem - przyniosło zamierzony skutek). przez jakiś czas obsesyjnie przeglądałam fora internetowe z opiniami o szpitalach (nie róbcie tego), ze skutkiem oczywistym - o każdym miejscu można przytoczyć mrożącą krew w żyłach historię, co powodu je popadnięcie w szał kreacji sposobu na urodzenie z ominięciem procesu rodzenia, rodem z filmów sci-fi. gdyby jednak ktoś dotarł na tego bloga po zguglowaniu "szpital Orłowskiego", "poród w szpitalu im. Orłowskiego" albo coś w tym guście, to informuję wszem i wobec, że jestem na tak. i mam na to argumenty:
1. po pierwsze primo: mój poród, mimo niespodziewanego zwrotu akcji i zakończenia cesarką wspominam pozytywnie. serio.
2. mogłam robić różne rzeczy typu siedzenie w wannie (btw - czy ktoś kiedyś w trakcie porodu naprawdę skakał na piłce...?) i byłam do tego zachęcana;
3. poród był rodzinny, towarzyszyła nam także koleżanka - fotografka i nikt nie miał nic przeciwko; OD RAZU po porodzie - mimo cesarki - dostałam malucha do przytulenia, a Fr do kangurowania; zaraz po operacji mogłam też Ignasia nakarmić;
4. miałam świetną położną, ale ogólnie cały personel szpitala - i w trakcie porodu, i później dbał o mnie i malucha (mogę mieć zastrzeżenia co do sposobu przekazywania informacji przez lekarzy - ale to chyba wada genetyczna wszystkich przedstawicieli tej profesji, tak jak nieczytelny charakter pisma); każdy lekarz, z którym miałam do czynienia odwiedził mnie po porodzie (to naprawdę miłe);
5. mogłam samodzielnie podjąć decyzje, a ich konsekwencje zostały ze mną omówione;
6. w szpitalu jest psycholożka, a do depresji poporodowej podchodzi się poważnie (nie miałam, ale byłam na tę okoliczność zadbana), podobnie jak do trudności w karmieniu;
7. jest profesjonalnie: moja rana zagoiła się szybko, a ścieg jest równy; zostałam dobrze znieczulona zzo (jak jeszcze była opcja na poród naturalny) - mogłam się przemieszczać, ale też dostałam pół godziny na drzemkę (po ok. 18 godzinach skurczy to było coś!);
8. w szpitalu jest bank mleka kobiecego i pokój do karmienia, z którego może skorzystać każda mama.
kolejny poród (taaa.... ) też tam. hough!