niedziela, 27 kwietnia 2014

inż.

Dziś przed zaśnięciem Ignacy przestudiował pismo "Dźwig", szczególną uwagę poświęcając windzie półokrągłej, sterownikom oraz ruchomemu chodnikowi. Rzucił okiem również na artykuł napisany przez dziadka (swojego), w którego ślady prawdopodobnie zmierza. Wnioskuję po radosnych okrzykach "dinda!" i musowemu skorzystaniu z KAŻDEJ windy, na jaką natrafimy na swojej drodze. Wytłumaczył nam również, jak działa przycisk wołania windy oraz że w książeczce z rysunkami Lutczyna kolor przycisku jest nieprawidłowy, bo zwykle są green, a w książce jest red. A potem poszedł spać.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

i po świętach

Święta czekoladowymi jajkami słodzone. Ignacy (Tati vel Titi) się przedstawia, każe puszczać "gagi" (po naszemu bańki mydlane) i czyta kolejne literki. A jutro będziemy w TV. Ha!

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

A

mój okruszek lubi dom z poduszek
a całość dnia sponsoruje literka: A

poniedziałek, 24 marca 2014

płonie ogień

Pierwsze ognisko Ignacego. Całe szczęście nie w domu. :)

Stan osobowy: Mama, Tata i Tati (tak, tak, samoświadomość w rozkwicie!) plus Dziadek (Dzii albo coś w tym stylu) i Ciocia. Strażacy nie przyjechali, chociaż zapewne byłby to kolejny arcyciekawy punkt programu.

czwartek, 20 marca 2014

dzień szczęścia

Wróciliśmy z najbardziej wiosennych nart ever. Synek zakochany w kolejce gondolowej (gala vel kala vel gola), my poużywaliśmy topniejącego w oczach śniegu. Była z nami Weronika, więc rotowaliśmy opiekę nad Ignacym. W ramach tejże obowiązkowym punktem programu była ww. gondolka, picie almdudlera, plac zabaw lub ośla łączka (włącznie z hasaniem z austriackimi dziećmi) oraz taplanie nóżką w kałuży. Ogólnie po całości wyurlopowani.
***
Ignac kontynuuje naukę kolorów po angielsku. Nadal rządzi purple.
***
Kupiliśmy kalosze.